top of page
639c99baecb1e_o_full.jpg

Delegalizacja partii politycznych

Niemal każda (z największych) partii politycznych działa i funkcjonuje na wzór zorganizowanej grupy przestępczej.

Jedną z najbardziej radykalnych, ale też fundamentalnych propozycji w tej wizji państwa jest odejście od systemu partii politycznych. I nie chodzi tu o zmianę jednych partii na inne, ani o stworzenie „lepszej partii”, która zajmie miejsce dotychczasowych. Chodzi o postawienie dużo głębszego pytania — czy państwem w ogóle powinny zarządzać trwałe zorganizowane struktury partyjne.

 

Bo kiedy patrzymy na partie polityczne, widzimy zazwyczaj to samo: hierarchie, wodzostwo, dyscyplinę, zależności, układy i mechanizmy lojalności wobec struktur częściej niż wobec obywateli. Są prezesi, przewodniczący, zarządy, kluby, frakcje. Powstają wewnętrzne układy wpływu. I zbyt często to one zaczynają rządzić państwem zamiast obywateli.

Problem nie polega tylko na tym, że partie bywają nieskuteczne. Problem polega na tym, że sam model partyjny bardzo często odrywa reprezentację od obywateli i podporządkowuje ją organizacji. Poseł staje się bardziej człowiekiem partii niż człowiekiem wspólnoty, która go wybrała. A to jest odwrócenie sensu demokracji.

 

Dlatego w tej koncepcji celem długofalowym jest odejście od wszelkich zorganizowanych struktur politycznych zarządzających państwem — partii, klubów partyjnych, kół poselskich i mechanizmów, które zastępują obywatelską reprezentację logiką struktur. Nie po to, by zostawić pustkę. Ale po to, by zastąpić je bezpośredniejszym modelem odpowiedzialności obywatelskiej.

To bardzo ważne: nie chodzi o zakaz zrzeszania się ludzi. Chodzi o to, by państwo nie było przejmowane i prowadzone przez trwałe polityczne organizacje rywalizujące o władzę jak zamknięte systemy wpływu. Władza ma wynikać z mandatu obywateli, nie z siły struktur.

 

Oczywiście pojawia się tu naturalne pytanie: a czym wobec tego jest ruch społeczny budujący zmianę? I to pytanie jest uczciwe. Bo prawda jest taka, że aby wejść do obecnego systemu i uzyskać mandat do jego przebudowy, dziś trzeba poruszać się jeszcze w regułach istniejącego ustroju. Tego nie da się przeskoczyć samym marzeniem.

 

Dlatego jeśli obywatelski ruch organizuje się po to, by wejść do systemu, robi to nie po to, by stać się kolejną trwałą strukturą władzy, ale po to, by uruchomić zmianę zasad. To zasadnicza różnica. Cel nie jest partyjny. Cel jest ustrojowy.

I właśnie dlatego ta propozycja zakłada coś niezwykłego — że po uzyskaniu mandatu do dokonania zmian, rozpoczęte zostałyby prace prowadzące do likwidacji systemu partyjnego, włącznie z rozwiązaniem także własnej struktury ruchu, który tę zmianę umożliwił.

To bardzo mocna idea. Bo oznacza, że nie buduje się organizacji po to, by przejąć państwo na stałe. Buduje się narzędzie przejściowe po to, by oddać państwo obywatelom.

Nie po to, by zastąpić jednych rządzących innymi. Tylko po to, by zmienić sam mechanizm rządzenia.

Wtedy kolejne wybory mogłyby odbywać się bez namaszczenia przez partyjne struktury. Bez list tworzonych przez centrale. Bez wodzów politycznych. Bez zamkniętych aparatów. Kandydowaliby ludzie wskazywani przez wspólnoty, nie przez organizacje.

I właśnie tu ujawnia się sedno tej myśli. To nie jest postulat przeciwko ludziom działającym dziś w partiach. To jest pytanie, czy sam model partyjny nie stał się ograniczeniem dla demokracji.

Bo jeśli obywatele mają naprawdę odzyskać wpływ, być może nie wystarczy naprawiać partie. Być może trzeba wyjść poza logikę partii.

 

To brzmi odważnie. Ale wiele rzeczy, które dziś uznajemy za oczywiste, kiedyś wydawały się niemożliwe.

Państwo obywateli nie powinno należeć do trwałych struktur politycznych. Powinno należeć do obywateli. I właśnie z tego założenia rodzi się ta propozycja. Nie jako projekt przejęcia władzy. Ale jako projekt oddania jej społeczeństwu.

bottom of page