top of page
Sejm_433.jpg

380 posłów

Obecnych 460 posłów nie ma żadnego odzwierciedlenia w potrzebach obywateli. Dlaczego jest akurat tylu?  W Polsce nie ma ani 460 miast, ani gmin, powiatów czy województw. A skoro nie, to kogo oni reprezentują? Bo z pewnością nie nas. 

Tak reprezentują tylko i wyłącznie partie/klany polityczne, które nie rzadko są po prostu zorganizowanymi grupami przestępczymi. Nie, nie to nie przesada. W każdym dużym (zorganizowanym) ugrupowaniu politycznym są osoby, które popełniają przestępstwa (najczęściej gospodarcze, korupcyjne), a skoro są w zorganizowanych strukturach, które to osoby chronią, to są to rzeczywiste zorganizowane grupy przestępcze. 

REFORMA SEJMU: 460 TO PRZYPADEK, 380 TO REPREZENTACJA...

...460 posłów nie wynika dziś z żadnej naturalnej reprezentacji obywateli, a 380 posłów — po jednym z każdego powiatu — oznacza Sejm oparty na wspólnotach, odpowiedzialności i rzeczywistym przedstawicielstwie obywateli.

Jedną z ważnych zmian w modelu państwa, o którym mówimy, byłaby zmiana liczby posłów z 460 na 380. Nie chodzi jednak tylko o samą liczbę, ale o zupełnie inne rozumienie reprezentacji. Dziś liczba 460 właściwie nie odnosi się do żadnej naturalnej struktury wspólnotowej. Nie wynika z liczby powiatów, nie tworzy jasnej relacji obywatel–reprezentant, jest po prostu liczbą utrwaloną przez system.

W proponowanym modelu 380 posłów odpowiadałoby liczbie powiatów. Jeden powiat — jeden poseł. To prosta i czytelna zasada. Każda wspólnota lokalna miałaby swojego przedstawiciela, którego zna i może rozliczać. Poseł nie byłby anonimowym elementem wielkiego systemu, ale reprezentantem konkretnej ziemi i konkretnych ludzi.

To zmienia sam sens mandatu. Dziś bardzo często wybieramy kandydatów z list partyjnych, czyli spośród ludzi wcześniej wskazanych przez polityczne struktury. W tym modelu kandydaci nie pochodziliby z list partyjnych, lecz byliby wskazywani przez obywateli ze swoich powiatów. Nie człowiek partii, ale człowiek wspólnoty.

Taki poseł nie byłby politykiem oderwanym od miejsca, z którego pochodzi. Jego podstawowym miejscem służby byłby powiat, który reprezentuje. Tam pracowałby na co dzień, tam spotykał się z obywatelami, znał ich problemy i tam budował mandat oparty na zaufaniu. Sejm byłby miejscem obrad i głosowań, ale źródłem mandatu zawsze pozostawałaby wspólnota.

Poseł jechałby do Sejmu nie po to, by wykonywać dyscyplinę partyjną, ale po to, by wnosić sprawy, które przywiózł ze swojego powiatu. Problemy mieszkańców, potrzeby regionu, konkretne rozwiązania. Głosowałby nie według instrukcji struktur, ale zgodnie z mandatem, który powierzyli mu obywatele. I właśnie to przywraca sens reprezentacji.

W tym modelu bardzo ważna jest też odpowiedzialność. Mandat nie byłby przywilejem nie do ruszenia przez cztery lata. Poseł mógłby być odwoływany, jeśli utraci zaufanie ludzi albo sprzeniewierzy się zobowiązaniom wobec wspólnoty. Jeśli obywatele mogą kogoś powołać, powinni mieć również możliwość odebrania mu mandatu.

To nie osłabia państwa. To wzmacnia obywateli. Bo przedstawiciel, którego można rozliczyć i odwołać, inaczej rozumie służbę publiczną. Wie, że mandat trwa tak długo, jak długo trwa zaufanie.

Zmiana z 460 na 380 posłów nie oznacza więc mniej demokracji. Przeciwnie — oznacza bardziej realną reprezentację. Mniej anonimowości, więcej odpowiedzialności. Mniej partyjnych mechanizmów, więcej wpływu obywateli.

Jeden powiat — jeden poseł. Prosta zasada, ale zmieniająca bardzo wiele. Bo jeśli Sejm ma naprawdę reprezentować obywateli, to musi być budowany od wspólnot, a nie od politycznych list. I od tego właśnie zaczyna się prawdziwa reforma reprezentacji.

bottom of page